wtorek, 22 grudnia 2009





W ŚWIĘTA LUDZKICH ŻYCZLIWOŚCI
ZAŁAGODZEŃ I PRZYBLIŻEŃ
PO PIERWSZE ZDROWIA
PO DRUGIE SZCZĘŚCIA
PO TRZECIE: JAK WYŻEJ:)

środa, 9 grudnia 2009

O demokracji, wolności, tolerancji i innych pierdołach

„A wolność to nie jest port, nie adres i nie przystań.
Wolność, to ona po to może być, żeby z niej czasem nie skorzystać.”
Poniedzielski

Na początek kilka faktów...

Włochy. Ze względu na to, że wśród ponad 100 uczniów zespołu szkół koło Rieti w środkowych Włoszech jest troje muzułmanów, zrezygnowano tam całkowicie z wszelkich elementów symboliki Bożego Narodzenia. Nie pozwolono nawet na umieszczenie gwiazdy na szkolnej choince.
Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu nakazał państwu włoskiemu wypłacenie odszkodowania Soile Lautsi, Finki z włoskim obywatelstwem. Rząd Włoch ma jej zapłacić 5 tys. euro za „straty moralne”. A te „straty” to widok zawieszone w klasach krzyży, które – jak uznali sędziowie – naruszają prawo kobiety do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Według Trybunału wieszanie krzyży w szkole narusza prawa człowieka, a konkretnie prawo do edukacji oraz prawo do wolności sumienia, wyznania i religii. Wyrok precedensowy, który spowodować może zdjęcie krzyży ze ścian szkół, przedszkoli, instytucji publicznych w wielu chrześcijańskich krajach Europy.

Wielka Brytania. Pielęgniarce Shirley Chaplin zagrożono postępowaniem dyscyplinarnym za to, że otwarcie dawała wyraz swoim przekonaniom religijnym, nosząc na szyi krzyżyk.
Z komisji adopcyjnej w Northamptonshire została usunięta lekarka – chrześcijanka dr Sheila Matthews, która pełniła w niej funkcję doradcy medycznego. Zwolnienie nastąpiło po tym, jak poprosiła, aby zezwolono jej na wstrzymanie się od głosu w sprawie rekomendacji adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Lekarka uznała, że ze względu na przekonania zawodowe oraz religijne nie może rekomendować umieszczenia dzieci w domach partnerów tej samej płci, gdyż nie leży to w najlepszym interesie dzieci.

Szwajcaria. Z inicjatywy Szwajcarskiej Partii Ludowej zorganizowane zostało referendum w sprawie zakazu budowy minaretów. Szwajcarska Partia Ludowa argumentowała ona, że minarety symbolizują ideologiczny sprzeciw wobec szwajcarskiego porządku prawnego i postępującą islamizację kraju. W 2008 w ramach akcji „stop minaretom” SVP zebrała ponad 113 tysięcy podpisów w sprawie organizacji referendum w tej kwestii. Według jednego z inicjatorów akcji minarety „symbolizowały pragnienie władzy oraz islam, zmierzający do ustanowienia prawnego i społecznego porządku zasadniczo sprzecznego z wolnościami zagwarantowanymi w konstytucji”. Ponad 57 proc. Szwajcarów poparło w referendum zakaz budowy minaretów. Tylko cztery kantony na 26 odrzuciły propozycję prawicowej Szwajcarskiej Partii Ludowej. Jego wynik doprowadzi do zmiany artykułu 72. konstytucji, regulującego stosunki państwo – kościoły. Minister spraw zagranicznych określiła inicjatywę jako „niebezpieczną dla polityki zagranicznej i stosunków Szwajcarii z innymi państwami”. Zaznaczyła, że może się ona przyczynić do pogorszenia stosunków z państwami muzułmańskimi. Parlament Szwajcarii orzekł, że propozycje ograniczają zagwarantowaną w konstytucji wolność religijną oraz naruszają Europejską Konwencję Praw Człowieka.

W mediach zawrzało. Jak to? Zabraniać mniejszościom zachowania zgodnego z ich religią i odwiecznymi zwyczajami w imię niezakłócania ciszy? A gdzie podstawowe wolności i swobody mniejszości?
Ksenofobia, klerykalizm, prawicowy populizm – kilka łagodnych określeń, od jakich zaroiły się fora dyskusyjne, prasa, media elektroniczne.
Po przeczytaniu i wysłuchaniu iluś tam dyskusji w ciągu tych kilku dni zgłupiałem. Sięgnąłem więc po definicje, bo doszedłem do wniosku, że albo ja jestem już kompletnym nieukiem (ksenofobem, prawicowym populistą, klerykałem itp. też) albo ktoś myli pojęcia. Zakładam, że myli wyłącznie z głupoty.

Demokracja (gr. demokratia „rządy ludu”, od wyrazów demos „lud” + krateo „rządzę”) - ustrój polityczny państwa, w którym źródło władzy stanowi wola większości obywateli, stanowiona przy poszanowaniu praw mniejszości.
WIĘKSZOŚĆ PRZY POSZANOWANIU MNIEJSZOŚCI A NIE ODWROTNIE.

Abstrahuję dziś od mniejszości innych niż religijne. Wszystkiego w jednym poście objąć nie sposób.

Prawem a nie obowiązkiem większości jest zgoda na ograniczenie swoich praw kosztem praw mniejszości. Bo w demokracji to większość stanowi prawo.
Mniejszość religijna w ŻADNYM WYPADKU nie może ograniczać praw religijnych większości. A podstawowym prawem religijnym jest prawo do publicznego manifestowania swych uczuć religijnych. Państwo, jako instytucja podległa obywatelowi, dla i przez niego powołana, nie ma w żadnym wypadku prawa do ograniczania swych obywateli w publicznym manifestowaniu ich uczuć religijnych.
Jeżeli uczucia religijne większości oraz i ich okazywanie drażni mniejszości tak bardzo, że sytuacja ta jest dla nich nie do zaakceptowania, to powiem wprost – niech do zamieszkania poszukają sobie innego miejsca na świecie. Bo sytuacja, kiedy DZIEWIĘĆDZIESIĘCIU SIEDMIU dzieciakom odbiera się prawo do obchodzenia w szkole swoich świąt, bo przeszkadza to TRZEM innym jest terroryzowaniem większości przez mniejszość a nie ochroną praw mniejszości.
Tak też się składa najczęściej, że do konfliktu dochodzi na linii styku kultury chrześcijańskiej i islamskiej. W krajach islamskich (generalnie wyznaniowych) nie ma problemu mniejszości, bo te są tępione, często wyżynane (dosłownie). Nie żądam oczywiście zasady równoważności w traktowaniu mniejszości wyznaniowych. W końcu uważam, że nasza kultura stoi znacznie wyżej niż islamska. Ale przypomnę tylko, że muzułmanie tam, gdzie stanowią mniejszość są gośćmi. A nie tyle dobrym wychowaniem, ile obowiązkiem gościa jest akceptowanie praw i obyczajów ustanowionych w domu gospodarza. Jeśli gospodarz uzna, że jego gość narusza zasady gościnności, to ma prawo nie tylko osobiście wyrzucić go z domu, ile nawet wezwać policję, by mu w tym pomogła. (To tak dla przypomnienia rozruchów w Paryżu.)
Jeśli ateista czy innowierca uznaje, że krzyż na szkolnej ścianie narusza jego prawa do wychowania dziecka w ateizmie, to powinien zabrać swoje dziecko ze szkoły, w której taki krzyż wisi i przenieść je do szkoły dla ateistów lub innowierców, a nie wymagać, by pozostali uczniowie, którzy być może chcą krzyża na ścianie, podporządkowali się woli jednego. O odszkodowaniu nie wspomnę.
Prawem większości jest takie kształtowanie ustroju społecznego i politycznego, by to jej żyło się dobrze. Jeżeli większości krzyż na ścianie szkoły, przedszkola czy instytucji jest potrzebnym, to jej prawem jest go tam powiesić.

W bezpośredniej demokracji obywatele Szwajcarii pokazali, że to oni są gospodarzami we własnym kraju. W najlepszej dotychczas wymyślonej formie rządów, jaką jest właśnie demokracja bezpośrednia, Szwajcarzy pokazali swojej władzy, że to oni są najważniejsi, że oni są podmiotem, że nie poddadzą się dyktatowi mniejszości, bez względu na to, jak będzie to odbierane w innych krajach.

środa, 25 listopada 2009

DANTON

Czasami warto dokładniej przejrzeć program TV, by znaleźć w nim takie perełki jak „Danton” A.Wajdy. (TV Kultura).
O tym genialnym filmie napisano chyba wszystko, rozłożono go na czynniki pierwsze pod względem dzieła artystycznego, jak i treści, zgodności z realiami czasów Wielkiej Rewolucji Francuskiej, dialogów itd… Jeśli ktoś jeszcze nie widział, to powinien koniecznie obejrzeć.
A mnie przypomniał, że Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela (26 sierpnia 1789 r. , )mimo ponad 200 lat historii, nic nie straciła na aktualności. To taki na marginesie dyskusji o zmianach Konstytucji RP.

Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela
Przedstawiciele ludu francuskiego, zebrani w Zgromadzeniu Narodowym, uznawszy, iż nieznajomość, zapomnienie lub pogarda dla praw człowieka to jedyne przyczyny publicznych nieszczęść i zepsucia rządów, postanowili ogłosić w uroczystej deklaracji naturalne, niezbywalne i święte prawa człowieka, aby owa deklaracja, stale przedstawiania wszystkim członkom społeczeństwa, przypominała im bez przerwy o ich prawach i ich obowiązkach; aby akty władzy ustawodawczej oraz władzy wykonawczej, mogąc być w każdej chwili porównanymi z celem wszelkich instytucji politycznych, były tym bardziej respektowane; aby żądania obywateli, oparte od tej pory na prostych i niezaprzeczalnych podstawach, służyły zawsze podtrzymaniu Konstytucji i szczęściu ogółu. W związku z tym Zgromadzenie Narodowe uznaje i ogłasza, w obecności i pod auspicjami Istoty Najwyższej, następujące prawa człowieka i obywatela:

Art. I. Ludzie rodzą się i pozostają wolnymi i równymi w prawach. Podstawą różnic społecznych może być tylko wzgląd na pożytek ogółu.
Art. II. Celem wszelkiego zrzeszenia politycznego jest utrzymanie przyrodzonych i niezbywalnych praw człowieka. Prawa te to: wolność, własność, bezpieczeństwo i opór przeciw uciskowi.
Art. III. Źródło wszelkiej władzy zasadniczo tkwi w narodzie. Żadne ciało, żadna jednostka nie może sprawować władzy, która by wyraźnie od narodu nie pochodziła.
Art. IV. Wolność polega na tym, że wolno każdemu czynić wszystko, co tylko nie jest ze szkodą drugiego, korzystanie zatem z przyrodzonych praw każdego człowieka nie napotyka innych granic, jak te, które zapewniają korzystanie z tych samych praw innych członków społeczeństwa. Granice te mogą być zakreślone tylko drogą ustawy.
Art. V. Ustawa ma prawo zakazywać tylko tego, co jest szkodliwe dla społeczeństwa. To, czego ustawa nie zakazuje, nie może być wzbronione i nikt nie może być zmuszonym do czynienia tego, czego ustawa nie nakazuje.
Art. VI. Ustawa jest wyrazem woli ogółu. Wszyscy obywatele mają prawo współdziałać osobiście lub przez swych przedstawicieli w tworzeniu ustaw. Prawo musi być jednakie dla wszystkich zarówno gdy chroni, jak też gdy karze. Wszyscy obywatele są równi w jego obliczu, wszyscy w równej mierze mają dostęp do wszystkich dostojeństw, stanowisk i urzędów publicznych, wedle swego uzdolnienia i bez żadnych innych preferencji, prócz ich osobistych zasług i zdolności.
Art. VII. Nikt nie może być oskarżonym, aresztowanym ani więzionym, poza wypadkami określonymi ściśle przez ustawę i z zachowaniem form przez nią przepisanych. Ktokolwiek będzie zabiegał o wydanie zarządzeń samowolnych, sam je wydawał, wykonywał lub ich wykonanie nakazywał, winien być karany; każdy jednak obywatel, wezwany czy ujęty w imię prawa obowiązany jest do natychmiastowego posłuszeństwa i staje się winnym w razie oporu.
Art. VIII. Ustawa winna przepisywać jedynie kary ściśle i oczywiście konieczne, nikt też nie może być karany inaczej, jak na mocy ustawy uchwalonej i publicznie w sposób ustawą przepisany przed popełnieniem przestępstwa ogłoszonej.
Art. IX. Ponieważ każdy aż do orzeczenia jego winy uważanym być musi za niewinnego, przeto, o ile zachodzi konieczność uwięzienia go, wszelkie środki, nie będące nieodzownymi do zabezpieczenia jego osoby, muszą być surowo ustawą wzbronione.
Art. X. Nikt nie powinien być niepokojony z powodu swych przekonań, nawet religijnych, byleby tylko ich objawianie nie zakłócało ustawą zakreślonego porządku publicznego.
Art. XI. Wolna wymiana myśli i poglądów jest jednym z najcenniejszych praw człowieka; każdemu obywatelowi zatem wolno przemawiać, pisać i drukować swobodnie z zastrzeżeniem, że za nadużycie tej wolności odpowiadać będzie w wypadkach, przewidzianych przez ustawę.
Art. XII. Zabezpieczenie praw człowieka i obywatela stwarza potrzebę władzy publicznej (aparatu przymusu), władza ta zatem jest ustanowioną ku pożytkowi ogółu, nie zaś dla korzyści osobistej tych, którym została powierzona.
Art. XIII. Celem utrzymania władzy publicznej i ponoszenia wydatków na administrację niezbędnym jest podatek powszechny; musi być on równo rozdzielony między wszystkich obywateli w miarę ich środków.
Art. XIV. Wszyscy obywatele mają prawo bezpośrednio lub przez swych przedstawicieli stwierdzać zachodzącą potrzebę podatku powszechnego, swobodnie zezwalać nań, jako też określać jego wysokość, wymiar, sposób ściągania oraz czas trwania.
Art. XV. Społeczeństwo ma prawo żądać od każdego urzędnika publicznego zdawania sprawy z jego czynności urzędowych.
Art. XVI. Społeczeństwo, w którym rękojmie praw człowieka nie są zabezpieczone ani podział władzy nie jest ustalony, nie ma Konstytucji.
Art. XVII. Ponieważ własność jest prawem nietykalnym i świętym, przeto nikt jej pozbawionym być nie może, wyjąwszy wypadki, gdy potrzeba ogółu, zgodnie z ustawą stwierdzona, niewątpliwie tego wymaga, a i to tylko pod warunkiem sprawiedliwego i uprzedniego odszkodowania.

Tak niewiele…

sobota, 21 listopada 2009

Łapy precz od prezydenta

Dzisiejsza konferencja prasowa premiera D.Tuska była dla mnie zaskoczeniem. Mam po niej bardzo mieszane uczucia. Bo od dawna jestem za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych, zniesieniem Izby Wyższej i ograniczeniem ilości posłów w Izbie Niższej.
Jednak łapy precz od powszechnych wyborów prezydenta. Obecny premier RP chce, by prezydenta RP wybierało Zgromadzenie Narodowe. Chce mu także odebrać prawo veta.
To nie jest pomysł niedorzeczny – to pomysł obłudny i cyniczny. I to obłudny i cyniczny podwójnie, bo powoduje skutki krótko i długoterminowe, podobno dla dobra nas - obywateli. Ma zapewnić p.Tuskowi pewny wybór na prezydenta RP bez względu na to, jak będą się rozkładały nastroje społeczne przez najbliższy rok (do wyborów prezydenckich). PO tak czy siak do wyborów prezydenckich będzie miała większość w Sejmie i Senacie. Dlatego p.Tusk może być spokojny o elekcję, jeśli wyboru dokona Zgromadzenie Narodowe.
Po raz kolejny w RP chce zmieniać się sposób wybierania prezydenta pod konkretnego człowieka. Ale nie zapominajmy – o sposobie wyboru prezydenta RP decyduje Konstytucja RP. Dla tych, którzy zapomnieli – obywatele nie mają inicjatywy wprowadzenia zmian w konstytucji – nawet w drodze referendum.
Długoterminowe konsekwencje ograniczenia władzy prezydenckiej oraz bezpośredniego wyboru prezydenta to bardzo realne niebezpieczeństwo skupienia całej władzy wykonawczej i ustawodawczej w ręku jednej partii (w zasadzie jednej osoby). Takie skupienie może także bezpośrednio oddziaływać na władzę sądowniczą (poprzez nominacje). Szczególnie na obsadę personalną Trybunału Konstytucyjnego.

Tak – bardzo obawiam się skupienia tak szerokich prerogatyw w jednym ręku. Obawiam się nie tylko ograniczenia swobód obywatelskich, ale bezpośredniego wpływu na kierunki rozwoju i stanowienia prawa grup nacisku posiadających pieniądze.
Historia pokazała, że jest się o co bać.
No cóż, uważam, że każde skupienie i umocnienie władzy powoduje wzrost siły państwa, a to z kolei jest niebezpieczne dla obywateli. Mam przytoczyć dowody? Dobrze – tak na szybko – sprawa Janusza Lewandowskiego (były minister), Jacka Karnowskiego (prezydent Sopotu), Piotra Lewandowskiego i Michała Lorenca (Optimus), działalność CBA – obrzydliwa i perfidna.
Czy ktoś pamięta, że w RP jest DWANAŚCIE służb specjalnych? W sporze obywatel – państwo (ZUS, służba zdrowia czy US to też państwo) obywatel jest z gruntu na gorszej pozycji. Już teraz państwo posługuje się metodami podsłuchu (z roku na rok stosowanego szerzej), zakupu kontrolowanego, czy prowokacji. Aparat państwowy jest faktycznie poza kontrolą, dysponuje nieograniczonymi środkami finansowymi i technicznymi. Już dziś prawo bardziej chroni swoje interesy niż interesy (dobra) swoich obywateli – choćby surowość kar za przestępstwa fałszowania pieniędzy, przestępstwa podatkowe, czy obecnie pomysł karania więzieniem za handel w miejscach niedozwolonych.
Coraz częściej słyszy się głosy zmierzające do ograniczenia uprawnień kontrolnych zwykłych obywateli i dziennikarzy (ograniczenie dostępu do informacji). Coraz częściej słyszy się o planach ograniczenia dostępu do Internetu, licencjonowania użytkowników itp.

Dożyliśmy czasów, kiedy państwo obywatelskie zmieniło się ponownie w państwo partyjne. Od momentu, kiedy partie stały się utrzymankami państwa, ich działalność skupiła się wokół jednego – uzyskania jak największej liczby posłów w parlamencie. Nie dlatego, by móc rządzić dla dobra obywateli, ale po to, by uzyskać jak największe finansowanie z budżetu. Stąd niedorzeczne, nierealne obietnice przedwyborcze, o których zapomina się już w noc ogłoszeń wyników wyborów. Stąd niemożność wprowadzenia reform służby zdrowia, systemu emerytalnego, wymiaru sprawiedliwości, edukacji. Te działania byłyby niepopularne, a jako takie prowadziłyby do utraty elektoratu. A utrata elektoratu przekłada się na utratę władzy. Utrata władzy to utrata pieniędzy (przede wszystkim dla członków partii na dole). A jak uczył Niccolo Machiavelli „ludzie łatwiej zniosą śmierć ojca, niż stratę ojcowizny”.

Reasumując – łapy precz od wolnych wyborów, łapy precz od swobód obywatelskich. Domagajmy się ograniczenia uprawnień organów państwa. Pamiętajmy i domagajmy się rozszerzenia demokracji bezpośredniej. Nie dajmy sobie odebrać tego, co wywalczyliśmy.

niedziela, 15 listopada 2009

Nie wiem od czego dziś zacząć

Pierwszy temat to nasilenie aktywności grup neofaszystowskich w Polsce.
Zastanawia mnie dlaczego moje państwo nic nie robi by przeciwdziałać temu zjawisku.
1. Warszawa
2. Lublin
3. Warszawa


A drugi temat to post Wesołego Terrorysty i ta dyskusja

Dla tych, którzy zapomnieli po co polscy żołnierze giną w Afganistanie krótkie przypomnienie:

1. Afganistan - marzec 2001.
W Bamianie talibowie zniszczyli za pomocą ognia artyleryjskiego oraz środków wybuchowych dwa największe posągi Buddy (53- i 36-metrowy), gdyż uznali ich istnienie za sprzeczne z zasadami islamu. Te posągi miały ok. 1700 lat.






2. USA 11.09.2001








3. Bali 2.10.2002







4. Madryt 11.03.2009






5. Londyn 7.07.2005





6. Warszawa - ?

czwartek, 12 listopada 2009

Trudne wyrazy, czyli już po Święcie

Powiesiłem flagę, ale Prezydenta Wszystkich Polaków nie dałem rady wysłuchać. Marszałka goszczącego w moim mieście też nie. Mam odruch wymiotny, przepraszam.
Na widok maszerujących żołnierzy mam w tym roku uczucia mieszane. W duchu zgadzam się nawet z Beatą. Ale póki co głośno tego nie powiem, więc się nie czepiać.
Zawsze miałem się za patriotę. Wczoraj nie było czasu, ale dziś, kiedy sięgam wstecz (tak mnie wzięło na wspominki), zaczynam sobie zadawać pytania. Czym jest patriotyzm? Czy ja jestem patriotą? Czym różni się patriotyzm sprzed lat 90-ciu, 60-ciu, 20-tu i obecny. Czy w ogóle czymś się różni?
Ojciec kiedyś nauczyli:
"-Kto ty jesteś?
- Polak mały!
- Jaki znak twój?
- Orzeł biały."
Dalej też znam.
Proste! Było proste.
A dziś? Mogę powiedzieć, że moim znakiem stało się koło złotych gwiazd i jestem z tego dumny. Mimo tego flagi unijnej nie powiesiłem. Bo czy Europa została moją ojczyzną? Czy NATO stało się moją armią? Czy jestem gotowy bronić Europejczyków? Jeśli tak, to przed kim? Przed Amerykanami, Azjatami, Afrykanami?
Ja jeszcze nie. Ale mam nadzieję, że za kilkadziesiąt lat moje wnuki będą mogły mówić o sobie "jestem Europejczykiem" i nie będzie miało znaczenia, że są z Katowic, Lublina, Pragi, Mediolanu, Edynburga, Tallina czy Lwowa. Z drugiej strony bliższa jest mi dziś Florencja niż Koszalin, Praga niż Opole.
Nie, chyba nie jestem patriotą. Do kolejnych wyborów nie pójdę – mam głęboko w dupie głosowanie na mniejsze zło. Płacenie podatków omijam jak tylko mogę. Tzw. przywódców uważam za bandę karierowiczów, którzy interes tego państwa mają w dupie głębiej, niż ja mam wybory. Gdzie mają w takim razie interes obywateli?
Co najwyżej wpoiłem swoim dzieciom poczucie przynależności do narodu polskiego, a przynajmniej wydaje mi się, że wpoiłem. Bo, czy tak jest rzeczywiście, okaże się za kilka lat. Nie jestem też chrześcijaninem, a już na pewno nie katolikiem.
Tak, według obecnych kryteriów nie jestem patriotą.
Zaczynam oddzielać naród od państwa. Czy można kochać naród (jeżu jak to brzmi) nie kochając państwa?
Zaczynam gardzić aparatem państwowym. Samym państwem. A przecież sam dwadzieścia kilka lat temu dołożyłem maluśką cegiełkę, by to państwo było wolne.
Nie jestem patriotą! Bo do jakich ofiar dla mojego państwa jestem gotów?

Jestem kosmopolitą. Kosmopolita jest obywatelem świata, cały świat uważa za swoją ojczyznę, wszystkich ludzi za swoich braci. (Inna rzecz, że nie wszystkich braci musi kochać jednakowo.) Nie uznaje wyłączności narodowej i nie poczuwa się do współodpowiedzialności za losy własnego narodu.
Znów wpadka. Losy tego narodu coś jednak dla mnie znaczą! I jego historia też.

A może bliskie są mi idee internacjonalizmu? Bo może jestem patriotą z jakiegoś tam punktu widzenia. (Czy ludzi można podzielić na patriotów i nie-patriotów? Tak dychotomicznie?) Może tak. Po analizie definicji – chyba tak. Jestem internacjonalistą. Chciałbym, by wszystkie narody były równe, tak, jak wszyscy ludzie byli wolni i równi. Chciałbym, by wszystkie narody współpracowały itd.
Jestem więc kosmopolitycznym internacjonalistą, czy raczej internacjonalistycznym kosmopolitą?
A może jednak jestem także odrobinę patriotą? Takim, o którym pisał J.Tuwim w „Kwiatach polskich”. Cichutko, gdzieś na dnie szuflady, leży sobie moja własna Ojczyzna. Taka mała i taka moja. Czasem zapomniana, odkurzona kilka razy w roku. Kochana?

czwartek, 22 października 2009

Brawo Poznań - czyli można (jak się chce)

Dziś poznański sąd skazał za naruszenie praw autorskich księgarza Włodzimierza P. Kara jest tym razem niebagatelna bo 7500 zł.
Księgarz P. prowadził sprzedaż "Mein Kampf" w swojej księgarni internetowej.
Z powództwem wystąpił Kraj Związkowy Bawaria, który jest właścicielem praw autorskich do "Mein Kampf".
Tak wysoka kara nie dziwi, bo w 2006 r. księgarz został ukarany grzywną w wysokości 5000 zł w tej samej sprawie.
Przypomnę tylko, że wydawnictwo, które wydało Mein Kampf także zostało ukarane.
Natomiast krakowska księgarka, która w 2007 wyłożyła w swojej księgarni Mein Kampf między podręczniki szkolne została ukarana karą półrocznego więzienia w zawieszeniu na 2 lata oraz 600 złotych grzywny.
Można? Można!

wtorek, 20 października 2009

W odpowiedzi

Zbyt wiele znaków jak na jeden komentarz, stąd osobny post :-)

@ Mijka
Trzeba na trzeźwo :> W tym pół kłopotu, że trzeba na trzeźwo.

@Slawkas i po części Beata
Masz rację, czasu się nie cofnie. Można dziś tylko dywagować, czy 20 lat temu była szansa na odcięcie bezpieki i aparatu od koryt, sprawiedliwe osądzenie. Moim zdaniem była taka możliwość. Dziś temat byłby dawno zamknięty (podobnie jak sprawa "teczek"). Bo Beato o takich komuchach pisałem. Bycie czerwonym nie jest dla mnie tożsame z byciem komunistą.
Trzeba czekać aż stare wymrze. Edukować, edukować, edukować. Tłumaczyć, kim był i co zrobił Stalin, Lenin, Dzierżyński, Gomółka i Bierut, Mao, Che. Co zrobił Jaruzelski.

@ Beata
Uwielbiam czerwony kolor. Serio. Uwielbiam czerwone koszule, kamizelki w szkocką kratę, krawaty. W różnych odcieniach czerwonego.
Nie mam nic przeciwko ludziom, którzy są socjalistami. Czasami się łapię na tym, że poglądy na niektóre sprawy mam wręcz socjalistyczne.
Hasła Rewolucji Francuskiej są moimi hasłami. Hasła tak, ich realizacja nie.
Można być socjalistą, ale trudno mi uwierzyć, że ktoś świadomie jest komunistą. Bo chyba trzeba być ślepym, by nie widzieć, do czego doprowadza wprowadzanie komunizmu. Wszędzie, gdzie próbowano.
Dając przykład Iwińskiego pokazałem tylko obłudę dawnych aparatczyków, karierowiczów nomenklaturowych. Jestem jakoś dziwnie pewny, że nie darzysz życzliwością Millera czy Oleksego. Nie sądzę, że popierasz sposób myślenia Lenina, postępowanie Dzierżyńskiego, Che Guevary czy Mao.
Co do Jaruzelskiego – my go pewnie nie ocenimy obiektywnie. Nie mamy pełnego materiału dowodowego. Dla mnie wystarczy jednak to, co zrobił na Wybrzeżu czy w Czechosłowacji. Jeśli nawet interwencja ZSRR i sąsiadów była możliwa, to jako polski żołnierz miał obowiązek bronić swoich obywateli a nie do nich strzelać.

@ Beata i WT
Interwencja w Afganistanie? Powiem brutalnie. Wolę, by w końcu polscy żołnierze walczyli z Arabami tam, niż by terroryści arabscy podkładali bomby tutaj. Bo ja się nie oszukuję. To nie jest wojna o demokrację. Na lufach karabinów demokracji wprowadzić się nie da tam, gdzie jej nigdy nie było. A w państwach arabskich – w większości wyznaniowych – dla których demokracja jest czymś z gruntu obcym, jej wprowadzanie jest pozbawione sensu.
Afganistan, Irak, Pakistan itd. to wojna kultur. I to nie nasza kultura zaatakowała ich kulturę. To nie my zmuszamy ich do zmiany idealó, wyznania, sposobu życia. My wymagaliśmy tam tylko tolerancji. Ale to zbyt wiele dla wyznawców Allacha. Wojna między światem "chrześcijańskim" a muzułmańskim trwa od 2000 lat z niewielkimi przerwami. Przerwy te były wtedy, kiedy chrześcijanie mieli olbrzymią przewagę.
Uważam, że obecność żołnierzy „zachodu” (w tym oczywiście Polski) to właśnie obrona naszej cywilizacji. Nawet, jeśli nazwać to akcją prewencyjną, to ja się pod taką akcją podpisuję.
Gdyby klika lat przed 1939 r. posłuchano Piłsudskiego i przeprowadzono prewencyjnie uderzenie na Niemcy (wtedy były i czas i możliwości) nie byłoby koszmaru II wojny światowej.
Gdyby Francuzi chcieli umierać za Gdańsk, może Hitler nie napadłby na Polskę. Gdyby nie haniebny Układ monachijski… Itd.
z resztą "Si vis pacem, para bellum".

@ WT
„A kiedy nic już nie miałem
w mieście do roboty
Bo na większość poetów
skończył się tu popyt
Wsiadłem w auto i rzekłem
- Pora mi uciekać
Do tej Polski, gdzie jeszcze
kocha się człowieka
Tam, gdzie rowy przydrożne,
zabarwione mleczem
Zapraszają wędrowców:
Wstąpcie do miasteczek

W miasteczku pierwszym
zamknięty był jedyny hotel
Bo personel miał wolne
właśnie w tę sobotę
A w prywatnym mieszkaniu
drzwi otworzył blondyn
I zapytał mnie z miejsca
- Jakie masz poglądy?
- Sprawiedliwość i prawda
to jest dla mnie wszystko
Wtedy padła odpowiedź
- Zjeżdżaj, aktywisto!

W następnym domku z ogródkiem
miejski prokurator
Różom kolce przycinał.
Równo ciął sekator
Przywitałem się grzecznie
prosząc o mieszkanie
On zapytał mnie tylko
- Jakie masz pan zdanie?
- Sprawiedliwość i prawda
to jest dla mnie wszystko
Usłyszałem odpowiedź
- Odejdź, ekstremisto!

Solidny dom z pruskiej cegły,
siatką ogrodzony
I na bramie tabliczka
"Obcym wstęp wzbroniony"
A na ganku gospodarz
czerstwy jak bochenek
Wziął przywitał pytaniem
- Co najbardziej cenię?
- Sprawiedliwość i prawda
to jest dla mnie wszystko
- Burek, bierz miastowego, będzie widowisko!

A kiedy minął już miesiąc
w mej samotnej drodze
Gdzieś na szlaku zatrzymał
pojazd mój wędrowiec
Sprawiedliwość i prawda!
- rzekłem do rodaka
I był pierwszym, co spytał
- Dobrze, ale jaka?!
I podzielił się ze mną
chlebem i kłopotem
To był też easy rider,
tylko na piechotę”
K.Daukszewicz "Easy Rider"

poniedziałek, 19 października 2009

A na drzewach zamiast liści winni wisieć komuniści

Dzisiejszy post miał być spokojny, opanowany, przemyślany i poukładany. Czyli dokładnie taki, jak jego autor.
Niestety z założeń zostało to ostanie – post będzie odbiciem charakteru autora, ale kiedy się wkurwi. Za co z góry przepraszam.

A zaczęło się od tego, że pewien stary komuch o nazwisku Iwiński, który wbrew zdrowemu rozsądkowi i jakiejkolwiek sprawiedliwości został posłem na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, złożył do Biura Analiz Sejmowych wniosek o zbadanie konstytucyjności zakazu stosowania symboli komunistycznych, który niedawno uchwalił Sejm. Zdaniem erudyty, humanisty i polityka walczącego o wolność słowa Iwińskiego, taka zmiana prawa "czyni z Polski ciemnogród".

Jestem wściekły, że takie obrzydliwe, dwulicowe, komusze przechrzty jak Urbany, Iwińskie, Millery, Kwaśniewskie czy Olekse, które najpierw chciały uszczęśliwić mój kraj komunizmem, a teraz nazywają się demokratami, mogą występować w wolnych mediach, sprawować najwyższe urzędy państwowe i opływać w ukradzione majątki. Moim zdaniem powinni żyć na kuroniówce czy siedzieć w więzieniach, pozbawieni jakichkolwiek praw publicznych. Albo dalej lizać dupę kolejnemu władcy Kremla. Byle za wschodnią granicą Polski.
Przejrzyjcie oficjalne życiorysy większości tfu polityków SLD – zapomnieli o swojej komunistycznej przeszłości. Kiedyś byli podobno co najwyżej pracownikami naukowymi. Kariera polityczna posła tfu Iwińskiego zaczęła się na przykład dopiero bodaj w 1991 r.! Oni, niczym Niemcy, nie są winni zbrodni na Polsce. To nie oni, to tamci – Bieruty, Gomółki, Gierki i Jaroszewicze – bo Jaruzelskie już nie!

Tak się składa, że dziś jest 25 rocznica bestialskiego zamordowania księdza Jerzego Popiełuszki. Do dziś zleceniodawcy tej zbrodni nie stanęli przed sądem. Tak, jak nie stanęli przed sądem zleceniodawcy mordowania poznaniaków, gdańszczan, radomian, Ślązaków oraz setek innych Polaków. Do dziś nie stanął przed sądem tfu gen.Jaruzelski, który wprowadził polskie czołgi do Czechosłowacji.
Dlaczego aparatczycy komunistyczni czy funkcjonariusze służb specjalnych PRL otrzymują emerytury? Nie dość, że otrzymują, to są one znacznie wyższe niż emerytury czy renty ich ofiar. Dlaczego władze Państwa Polskiego odmawiają odszkodowania rodzicom i bliskim ks. J.Popiełuszki, Stanisława Pyjasa czy Ryszarda Siwca?
Jestem wściekły na moje państwo, że dopuściło do tak kuriozalnej, jeśli nie haniebnej sytuacji. Jestem wściekły na media, że pokazują te komusze mordy. Jestem wściekły na moich współobywateli, że są tak głupi i łatwowierni, że tak szybko zapomnieli, że pozwalają im dalej zabierać głos na mównicy pod Orłem już w Koronie!

czwartek, 15 października 2009

Włosi się nie boją - my też nie musimy!

Polacy bardzo rzadko występują przeciwko rządowi Niemiec, domagając się odszkodowań i reparacji wojennych. Wynika to przede wszystkim z nieprzychylnego nastawienia mediów (zarówno prasy jak i TV), przewlekłości postępowań przed sądami polskimi, nieznajomością prawa polskiego, a co dopiero mówić o międzynarodowym. Rodziny ofiar nie wierzą w możliwość wygrania walki sądowej z rządem Niemiec. A przecież Włosi pokazali, że jest to wykonalne.
Uznaje się ponadto, że władze PRL zamknęły możliwość domagania się odszkodowań.
Nic bardziej błędnego.
Jeśli Włosi wygrają przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości, to obywatele innych państw poszkodowanych przez III Rzeszę mogą domagać się sprawiedliwych odszkodowań przed swoimi sądami.
Polskie sądy może chętniej zaczną stosować polskie prawo zamiast wytycznych kolejnych ministrów albo premierów, może przestaną ulegać naciskom mediów.
Nie oglądając się na ewentualny precedens, tacy prawnicy jak prof. Marian Muszyński, specjalista od prawa międzynarodowego, prof. Jan Sandorski z Katedry Prawa Międzynarodowego UAM w Poznaniu, mec. Stefan Hambura uważają, że oświadczenie komunistycznego rządu Bieruta z 23 sierpnia 1953 r. o zrzeczeniu się reparacji od Niemiec jest wadliwe, więc nieobowiązujące, ponieważ:
- deklaracja wyłącznie dotyczyła NRD,
- została złożona pod naciskiem ZSRR (zastosowano tzw. przymus ekonomiczny), moim zdaniem została po prostu wymuszona, więc z tego powodu jest nieważna,
- oświadczenie o zrzeczeniu się reparacji od Niemiec nie zostało poparte żadnym traktatem o reparacjach między Polską a dwoma państwami niemieckimi. Ma więc jedynie charakter deklaratywny.
Mec. Roman Nowosielski wystąpił przeciwko rządowi Niemiec w imieniu swojego klienta, który jako dziecko został dotkliwie i trwale poszkodowany w wyniku niemieckiej pacyfikacji.
Mec. Nowosielski (reprezentujący swego klienta za darmo) chce udowodnić, że immunitet państwa nie obejmuje przypadków „szkód na osobie wykonanych czynem niedozwolonym”.
Mecenas Hambura zdecydował się na zastosowanie włoskiego „manewru”. W imieniu swego klienta wystąpił o zabezpieczenie odszkodowania na znajdującej się w Polsce nieruchomości niemieckiej - zabytkowym budynku Niemieckiego Instytutu Historycznego przy Al. Ujazdowskich w Warszawie.
Także Naczelna Rada Adwokacka zwróciła się do polskich prawników, by bezpłatnie pomagali ludziom, którzy chcieliby wystąpić na drogę postępowania sądowego przeciwko rządowi Niemiec w sprawach związanych z odszkodowaniami za krzywdy poniesione w wyniku II wojny światowej.